Książka - nierozdzielny towarzysz, przyjaciel bez interesu, domownik bez naprzykrzania - Ignacy Krasicki

polska

poniedziałek, 24 maja 2010



Wydawca: Wydawnictwo Otwarte, 2009
Tłumaczenie: -
Liczba stron: 286


Deszczowa jesień, początek lat dziewięćdziesiątych. Dorota, oczarowana "Pożegnaniem z Afryką", marzy o podróży na Czarny Ląd, o bezkresnych sawannach i palącym słońcu. Ale przecież dzieci, praca, brak pieniędzy... Jednak kiedy znajduje ofertę wyjazdu na safari, przestaje szukać wymówek. W Kenii, kraju Masajów i dzikich zwierząt, odkrywa, że Afryka jest jej przeznaczeniem - że ma ją w duszy i w sercu, że jest odpowiedzią na dręczące ją wątpliwości i niespełnione nadzieje.

"Dom na Zanzibarze" to prawdziwa historia Polki, która mimo przeciwności losu zbudowała dom na rajskiej wyspie i ułożyła swoje życie na nowo. Opowieść kobiety, która po długich poszukiwaniach znalazła swoje miejsce na ziemi i... miłość.

Dorota Katende to otwarta na ludzi i świat, tryskająca energią osoba. Pełna szalonych pomysłów, które realizuje, bo... twardo stąpa po ziemi. Osiągnęła coś, o czym marzy wielu - wybrała się w egzotyczną podróż, która odmieniła jej życie. Po powrocie z Afryki założyła biuro podróży organizujące wyjazdy na kolonialne safari. Od tej chwili praca jest jej pasją. Dorota ma trójkę dzieci, męża, z którym nurkuje w Oceanie Indyjskim, i dwa domy - w Polsce i na Zanzibarze.

[Wydawnictwo Otwarte, 2009]


Ładnie wydana książka. Kolorowa, przyciągająca oko okładka, w środku kilka barwnych fotografii, kartki specjalnie postarzałe aby wyglądały na stary pamiętnik. Słowem - zachęcająco. Treść - no cóż, niby ma wszystko co potrzeba, ciekawy temat, barwna egzotyka, która potrafi kusić, ale... Temat sam w sobie ma ogromny potencjał, a wydaje mi się, że autorka nie do końca go wykorzystała. Czytając "Dom na Zanzibarze" widzę przed oczyma ocean, ale nie słyszę szumu fal. Widzę Zanzibarczyków, ale nie słyszę gwaru ich rozmów. Suche fakty przytaczane bez emocji. Wiecie o czym mówię? Posłuchajcie:

"Gdy dotarliśmy do celu, czyli do wioski Jambiani, bajeczny pejzaż zaparł mi dech w piersiach. Turkusowy ocean, biały piasek, malutkie , niebieskie i białe chatki hotelowych bungalowów nad samym brzegiem oceanu, na plaży wielkie łoża przed każdą chatą. Trzcinowe parasole i, oczywiście, palmy. A to wszystko spowite odurzającą feerią zapachów z dominującą nutą kokosu.
Na powitanie dostaliśmy sok kokosowy, słodki i chłodny. Pracownicy hotelu byli gościnni i usłużni, ale nikt się nie narzucał. Ja i turyści czuliśmy się swobodnie.
Wieczorem poszliśmy na plażę na kolację. Zajął się nami gospodarz hotelu, Rashid. Polecał kilka smakowitych dań z owoców morza. Zamówiliśmy wszystko, co było w karcie. (...) Po posiłku położyliśmy się  na łóżkach przed chatami. Wieczór był ciepły. Postanowiłam spać na zewnątrz. Noc była piękna. Nigdy nie widziałam tylu gwiazd, tuż nad głową.(...)" [1]

Autorka może i nie ma talentu pisarskiego, ale nie można powiedzieć, że nie ma odwagi. Dorota Katende jawi mi się jako kobieta niezwykle odważna, nie bojąca się  realizować własnych pragnień. Większość z nas marzy o dalekich podróżach, o domu pod palmami, rajskiej egzotyce. Ale praca, dom, dzieci, codzienna bieganina... Którą z nas byłoby stać na to, na co odważyła się autorka? I za to przesłanie, aby nie bać się spełniać swoich marzeń, daję jej dużego plusa. Reszta - przeciętna, niestety.


[1] Dorota Katende, Dom na Zanzibarze, Wydawnictwo Otwarte Kraków 2009, s. 114


MOJA OCENA: +3/6


21:59, aga_bursztynowa , polska
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 stycznia 2010



Wydawca: Zysk i S-ka
Tłumaczenie z hiszpańskiego: Helena Trojańska
Liczba stron: 260

Książka została wydana w języku polskim; w rzeczywistości autor pisał tę książkę w trzech językach - hiszpańskim, angielskim i polskim, w zależności od sytuacji i kraju, w którym był.



"Jest to książka przygodowa i podróżnicza. Mądra, a jednocześnie pełna humoru. Sprawia, że czytelnik zaczyna się głośno śmiać. Jest to także album niezwykłych fotografii z wypraw w najdziksze rejony świata. Wojciech Cejrowski zabierze Państwa na wyprawę do ostatnich dzikich plemion."


Z dużym zainteresowaniem i przyjemnością przeczytałam książkę "Gringo wśród dzikich plemion". Autor snuje w niej niesamowite historie, opowiada o swoich przygodach, które przeżył podczas wielu podróży do Amazonii, do Ameryki Środkowej i Południowej (m. in. Meksyku, Gwatemali, Belize, Hondurasu, Nikaragui , Salwadoru, Wenezueli). W pierwszej części książki opowiada o Indianach, ich wierzeniach, życiu i mentalności. Są to krótkie historie zakończone często morałem, spokojne i żartobliwe. W dalszej części pojawia się Wielka Przygoda i opowieści mrożące często krew w żyłach, ale opowiedziane również z wielkim humorem. Humor to niewątpliwa zaleta tej lektury.
Cejrowski to niezrównany gawędziarz. Opowiada niezwykle barwnie i plastycznie, ciekawie i mądrze. Stopniuje napięcie. Czyta się po prostu wspaniale. Do tego świetne fotografie.
 
Cejrowskiego można nie lubić, ale tę książkę trzeba przeczytać!


– Będziemy musieli upiec węża (...) bo już nic innego nie mam.
– Dzisiaj piątek – rzuciłem przekornie.
– Nie szkodzi – odrzucił ksiądz – to był wąż wodny, więc da się to podciągnąć pod „dania rybne”.

Marzenia nie mają ceny, a bilety lotnicze i owszem. Ale niech Cię to nie zatrzymuje!
!!! SPRZEDAJ LODÓWKĘ I JEDŹ!!!

Indianin nigdy nie upiększa. Opisuje świat takim, jakim go widzi. Ale nikt inny na całym świecie nie potrafi świata bardziej u d r a m a t y z o w a ć. Indiańskie Opowieści ociekają krwią, której było raptem dwie krople, ciągną się miesiącami, które naprawdę trwały tylko kilka dni, przerażają śmiertelnie, choć to nie był żaden potwór tylko stary wyleniały jaguar, lekko kulawy i ślepy na jedno oko.
Dlaczego?
Nie wiem. Po tylu latach spędzonych wśród Indian ciągle nie wiem. I wciąż próbuję zgłębić tę Tajemnicę.

Obcowanie z Indianami jest jak gra w „Chińczyka” – nie wolno się irytować. Trzeba zaakceptować. Takimi, jacy są – z ich tajemniczą logiką „dzikich ludzi”. Oni to samo robią wobec nas – akceptują niezrozumiałe. (I uśmiechają się wtedy jak psychiatrzy na widok ciężkich przypadków.)

(...) -Nie osuszy jeszcze przez tydzień!- tłumaczyłem uparcie.
-A co to właściwie jest "tydzień"? I po co?
-Co "po co"?
-No, do czego służy?
-Tydzień??? Do mierzenia czasu.
-A po co? - Pepe pytał zupełnie poważnie.
Indianie lubią sięgać sedna. Kiedy to robią, logika białego człowieka zazwyczaj traci grunt pod nogami i wszystko się wywraca..
-Po co mierzysz czas, gringo?- nie ustępował Indianin.
-Eee... Żeby się nie zgubić- odpowiedziałem niepewnie.
-Nie zgubić gdzie?
-W czasie...- powoli sam przestawałem wierzyć w sensowność własnych słów.
-To ty potrafisz się zgubić nie ruszając z miejsca?**

**Nie jestem pewien, czy Indianin pytał, czy raczej stwierdzał ten zaskakujący fenomen.


MOJA OCENA: +5/6

01:25, aga_bursztynowa , polska
Link Komentarze (8) »
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
OBECNIE CZYTAM
Ja w BiblioNETce
PRZECZYTAŁAM
KSIĄŻKOWE BLOGI
O książkach dla dzieci
Księgarnie w necie
STRONY O KSIĄŻKACH
WYDAWNICTWA
WYZWANIA CZYTELNICZE
Zaglądam też (nie o książkach)
Bliżej Francji
Ciekawy świat
-KONTAKT ZE MNĄ:
Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa ------------------------- TRANSLATE - SELECT LANGUAGE