Książka - nierozdzielny towarzysz, przyjaciel bez interesu, domownik bez naprzykrzania - Ignacy Krasicki
sobota, 06 września 2008

Wczoraj wieczorem Telewizja Polska w programie 2 wyświetliła pierwszy z dwóch odcinków filmu "Wichrowe Wzgórza". Melodramat włoski z 2004 r. Książki nie czytałam, ale od dawna mam w planie. Film obejrzałam z przyjemnością. Początek dość mroczny, ale potem coraz ciekawszy. Za tydzień (chyba) druga, ostatnia część, którą na pewno obejrzę. A książkę muszę kiedyś przeczytać koniecznie. Myślę, że warto.
16:26, aga_bursztynowa , Literatura
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 września 2008

Wróciłam wczoraj. Znowu w domu, we własnym łóżku. Odsypiam. A dziś... pojechałam do miasta wysłać fax, weszłam do Empiku i wyszłam z książką :) Kupiłam "Miłość Peonii", tej samej autorki co "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz". O książce "Kwiat śniegu..." wciąż nie mogę zapomnieć, tak głębokie wywarła na mnie wrażenie. Z ciekawością przeczytam następną książkę Lisy See.
22:07, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 lipca 2008
Tego lata to ostatni wpis. Wyjeżdżam jutro  na kilka tygodni. Wrócę we wrześniu. Przez ten czas nie będę miała dojścia do netu (kurczę, jakbym na Marsa wyjeżdżała), więc będzie cisza. Nie wiem nawet, czy będę miała czas coś przeczytać przez ten okres. Już jestem zła, gdy o tym pomyślę, ale cóż. Oczywiście wezmę ze sobą ze dwie książki, może choć do jednej uda mi się zajrzeć. To tyle. Idę się pakować.
18:36, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 lipca 2008


Wydawca: Książka i Wiedza
Tłumaczenie: Ariadna Demkowska-Bohdziewicz
Liczba stron: 238


"Wielki Gatsby" to historia parweniusza zakochanego w pustej kobiecie z "lepszej" sfery, historia zdobywania fortuny, osiągania powodzenia i bogactwa i ich trującego wpływu na charakter człowieka. Jest to najsłynniejsza powieść wybitnego pisarza, wielokrotnie wydawana, tłumaczona, dwukrotnie sfilmowana.
[Książka i Wiedza, 1990]


Szybko i łatwo  czytało mi się tę książkę.
Ameryka lat 20 - stych XX wieku. Romantyczna miłość, przyjaźń, tajemniczy, tytułowy Gatsby. Narrator powieści, Nick Carraway powoli odkrywa, kim jest zagadkowy, bogaty Jay Gatsby, wydający huczne przyjęcia w swojej wspaniałej posiadłości w Long Island. Nicka fascynuje tajemnicza przeszłość i rozrzutny styl życia Gatsby`ego. Zaczyna bywać w jego otoczeniu. Odkrywa, że Gatsby od dawna kocha się w jego kuzynce, zepsutej i pustej Daisy Buchanan, która kiedyś porzuciła go dla bogatszego. Po kilku latach Gatsby dorobił się fortuny i jest gotów zaryzykować wszystko, aby odzyskać Daisy. Nick staje się świadkiem tragedii...

Miłość zniszczył kult pieniądza, a przyjaźń okazała się pustym słowem.  Nie da się uciec od przeszłości. Książkę kończy zdanie:
"Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość". Warte przemyślenia.


MOJA OCENA: 4/6

Tagi: ameryka
23:45, aga_bursztynowa , amerykańska
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 lipca 2008
Dziwny sen miałam. Śniła mi się książka "Jeździec miedziany". W śnie dokładnie widziałam tytuł, widziałam okładkę - jeźdźca na koniu, na miedzianym tle. Dziwne o tyle, bo tej książki nie znam, nie czytałam, nie miałam w ręku, nie widziałam - chyba że kiedyś w necie - to jest możliwe. Oczywiście dzisiaj zajrzałam do biblionetki sprawdzając, czy taka książka w ogóle istnieje. Istnieje :) Czyżby ten sen znaczył, że powinnam ją przeczytać ? Zastanawiające...
20:03, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 lipca 2008
Kilka słów o sposobie czytania. Moim.
Wg mnie nie czytam ani dużo, ani szybko. A główny powód jest taki, że czytając nie potrafię robić nic innego. Zadziwiają mnie ludzie (i czasami im zazdroszczę tych umiejętności), którzy potrafią czytać, wykonując jednocześnie inne czynności. 
Czytanie przy posiłkach mnie denerwuje, bo wtedy ani nie wiem co jem, ani co czytam.  Czytanie w łazience, leżąc w wannie,  napawa zdumieniem. Słyszałam, że niektórzy potrafią czytać, siedząc na klo... No nie!
Potrafię czytać na ławce w parku lub jadąc pociągiem. W łóżku przed zaśnięciem. W autobusie dalekobieżnym. Na peronie. A najprzyjemniej w fotelu lub na kanapie :) Ale wtedy skupiam się wyłącznie na tym. Wiem, że nie umiejąc czytać robiąc jednocześnie coś innego, marnuję dużo czasu, w którym mogłabym wiele przeczytać. Ale inaczej nie umiem. No nie umiem i już!
19:42, aga_bursztynowa , Literatura
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 lipca 2008
Odebrałam dziś niespodziewaną należność - ale należącą mi się niewątpliwie :) i z tej radości małą część przeznaczyłam na nową książkę. Wiele tytułów chciałabym kupić, ale akurat wpadła mi w ręce książka Zadie Smith "O pięknie". Słyszałam o niej i czytałam recenzje, powinna być ciekawa. Jedno jest pewne, niestety nie zdążę przeczytać jej przed wyjazdem, bo powieść liczy 600 stron. Będzie musiała poczekać do jesieni, choć mnie korci. A może gdybym się sprężyła... Choć u mnie regułą jest, że każda książka musi mieć "vacatio legis" ;)

PS. Mój urodzinowy prezent spisuje się fantastycznie! Bóle pleców i napięte mięśnie poszły w niepamięć.
19:59, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 lipca 2008



Wydawca: Świat Książki
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska-Gadowska
Liczba stron: 352


Niezwykła historia dwóch Chinek laotong: przyjaciółek od serca, które - by zostać bratnimi duszami - musiały według tradycji posiadać wiele wspólnych cech. Lilia i Kwiat Śniegu urodziły się w tym samym czasie i tego samego dnia brutalnie skrępowano im stopy. Ich losy, wyznaczone przez chińskie zwyczaje, potoczyły się jednak odmiennie...

"Tylko najlepsi powieściopisarze potrafią zrobić to, co zrobiła Lisa See, to znaczy ożywić nie tylko postaci, ale też kulturę i mentalność, tak uderzająco odmienną od naszej. Autorka stworzyła poruszający i w pełni przekonujący portret kobiety, ukształtowanej przez cierpienia, których doznała od wczesnego dzieciństwa, i przez przyjaźń, która pomogła jej przetrwać".
Arthur Golden, autor "Wyznań gejszy"

"Chińskie kobiety nazywano bezużytecznymi gałązkami. Nawet matki zadają tutaj córkom niewypowiedziany ból. Jednak Lisa See opowiada nie tylko o opresji, ale też o więzi między kobietami, silniejszej niż przyjaźń. Choć zbyt kruchej, żeby przeciwstawić się niszczącym regułom".
Justyna Sobolewska, „Przekrój"

Opowieść Lilii to wspaniałe, ponadczasowe i sugestywne studium ludzkich charakterów i uczuć - tym gorętszych, że skrywanych pod obowiązującą maską tradycyjnej, wschodniej powściągliwości.
[Świat Książki, 2005]


Książka niezwykła. Piękna i poruszająca do głębi. Przepełniona emocjami, barwami, obrazami. Czytając ją, przeniosłam się do XIX - wiecznych Chin, do zupełnie odmiennej kultury i sposobu życia.

Lilia, mając 80 lat, opowiada historię swojego życia.

Dorastałam razem z Lilią i Kwiatem Śniegu, byłam obok, gdy matki w wieku 7 lat krępowały im stopy, aby powstały stópki o długości 7 cm, zwane złotymi liliami (to dlatego Chinki chodziły tak małymi kroczkami, kiwając się z gracją. Im mniejsza stopa, tym większa perspektywa bogatego zamążpójścia). Słyszałam łamanie kości, czułam ból i łzy płynące po policzkach dziewczynek. Zupełna egzotyka dla Europejki - zawarcie związku laotong (dozgonnej przyjaźni), związki zaprzysiężonych sióstr, sekretne pismo kobiet zwane nu shu, Dni Córki, Dni Upinania Włosów, Dni Ryżu i Soli, Spokojnego Siedzenia, święto Chwytania Chłodnych Podmuchów, święto Wyganiania Ptaków.
Lilia i Kwiat Śniegu przez lata przesyłają sobie tytułowy „sekretny wachlarz”, zapisując w nim przełomowe chwile swego życia i rzadkie momenty szczęścia, zapisując szczególnie, bo przeznaczonym wyłącznie dla kobiet pismem nu shu, którego każde słowo jest umieszczone w odpowiednim kontekście, a „z błędnego odczytania znaków wynikła już niejedna tragedia”.

Książka o cierpieniu, ale przede wszystkim o przyjaźni i miłości między dwiema kobietami tak sobie bliskimi jak siostry.

Lilia zaczynając opowiadać swoją historię, mówi: "Wciąż uczę się czegoś nowego o miłości. Myślałam, że rozumiem to uczucie - nie tylko miłość macierzyńską, ale także miłość do rodziców, do męża i do laotong. Doświadczyłam także innych rodzajów miłości, miłości opartej na współczuciu i litości, na szacunku i wdzięczności, lecz patrząc na sekretny wachlarz pokryty wyznaniami, które przez wiele lat wymieniałyśmy z Kwiatem Śniegu, rozumiem, że nie ceniłam najważniejszego uczucia - miłości płynącej z głębi serca."


Jestem pewna, że do tej powieści będę wracała jeszcze nie raz, bo kończąc ją, ma się ochotę czytać ją od początku. Przepiękna.


MOJA OCENA:6/6

Tagi: Chiny
22:50, aga_bursztynowa , amerykańska
Link Komentarze (5) »
wtorek, 08 lipca 2008



Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Tłumaczenie: Jan Rost
Liczba stron: 234


"Przepiękna książka. Poetycka, wysmakowana i pełna kojącego ciepła. Po wielokrotnej lekturze wracam do niej nadal, szukając ukojenia w codziennym zgiełku i chaosie".
Ryszard Kapuściński

Szwedka odkrywa Bretanię. Oto Francja, jakiej nie znajdziecie w książkach Petera Mayle’a!

"Mieszkam w Finistère, ponieważ się tu przeprowadziłam. Nie przez przypadek, w życiu doświadczonej kobiety nie ma przypadków. (…) Tak samo jak partner, każdemu pisane jest miejsce. Trzeba tylko znaleźć to swoje wśród miliardów cudzych, trzeba być uważnym, trzeba wybierać".

Finis terrae. Kres ziemi. Finistère. Tu, gdzie kończy się ziemia Europy, w niewielkim francuskim departamencie w Bretanii, szwedzka poetka i pisarka Bodil Malmsten znajduje swoją małą arkadię. Remontuje stary dom i na kamienistej nieurodzajnej glebie, smaganej wiatrem znad oceanu, wyczarowuje swój pierwszy ogród. Kopie grządki, sadzi kwiaty, podlewa, walczy z kretami, plagą ślimaków, powodzią. W międzyczasie poznaje okolicznych mieszkańców i ich obyczaje, uczy się języka, boryka z francuską biurokracją i u progu pięćdziesiątki odnajduje sens życia oraz bezcenną wolność robienia tego, co chce. I pisze o tym książkę. O życiu w Finistère, gdzie zagadką są nie tylko prastare menhiry o niewiadomym pochodzeniu, ale także wysoka cena wody na rachunku.

"Cena wody w Finistère" to przesycona humorem, błyskotliwa i prowokująca do refleksji opowieść o poszukiwaniu i odnajdywaniu swego miejsca na ziemi, sensie życia i szczęściu. Po trosze subiektywny przewodnik po regionie północnej Francji, po trosze poetycki pamiętnik, esej i bardzo osobisty komentarz do współczesności, ujawniający głęboką wrażliwość autorki.
[Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007]

Tyle nota wydawcy. Mnie ta książka rozczarowała i znudziła. Nie rozumiem, skąd taka rekomendacja Kapuścińskiego. Początek był niezły. Spodziewałam się ciepłej, pachnącej słońcem lektury. Znalazłam nudy, nudy, nudy... Akcja żadna. Kilka pięknych opisów ogrodu i roślinności, reszta to gniot. A najbardziej zirytowały mnie wstawki o tym, że autorka nie potrafi napisać tej książki, ale musi, bo nie będzie z czego miała zapłacić rachunków. No wybaczcie...

PS. Recenzję tej książki zamieściłam w Biblionetce.


MOJA OCENA: +2/6

Tagi: Francja
23:13, aga_bursztynowa , skandynawska
Link Komentarze (4) »
środa, 02 lipca 2008



Wydawca: Dialog
Tłumaczenie: B. Kowalska, J. Kozłowska
Liczba stron: 169


"Przełom lat 80. i 90. Algierię zalewa fala terroru. Fundamentaliści islamscy bezlitośnie mordują mieszkańców własnego kraju i przyjezdnych. Opowiadając o życiu mieszkańców małego miasteczka Ghaszimat, Yasmina Khadra ukazuje odwieczne motywacje i pobudki wiodące ku fanatyzmowi i przemocy: chciwość, kompleksy, frustracje.

Powieść jest wstrząsającym świadectwem terroru islamistów, analizą mechanizmów alienacji i dehumanizacji. Autor, Mohammed Moulessehoul, były wysoki oficer algierskiej armii, przez lata ukrywał się pod literackim pseudonimem Yasmina Khadra."


"Zdecydowanie najlepsza pozycja w serii frankofońskiej Wydawnictwa Akademickiego Dialog. Doskonała przypowieść o korzeniach postaw fundamentalistycznych i fanatyzmu religijnego pokazanych na przykładzie społeczności małego algierskiego miasteczka Gaszimat. Przerysowane charakterologicznie postacie – choćby szlachetnego policjanta Allala, podstępnego mechanika Tadża, zakłamanego i obłudnego karła Zana, wykształconego pisarza gminnego Dactyla – symbolizują różne postawy ludzkie w obliczu rewolucji religijno-obyczajowej.

Na przełomie lat 80. i 90. olbrzymie poparcie społeczne w Algierii zyskuje fundamentalistyczny Muzułmański Front Ocalenia (FIS), czego dowodem jest wygrana w wyborach. W 1991 roku dochodzi do reakcji wojska i zwolenników państwa laickiego: FIS zostaje zdelegalizowany, a wybory unieważnione, co staje się swoistą parodią demokracji. W latach 90. dochodzi do masakr ludności cywilnej organizowanych przez muzułmańskich fundamentalistów, ale także spowodowanych przez reakcje władz.

Wieści ze stolicy dochodzą do Gaszimatu z opóźnieniem, jednak wydarzenia w miasteczku są niejako odbiciem chaosu panującego w Algierze. Życie w mieścinie toczy się powoli, dopóki nie pojawia się w niej roztaczający mir świętości szajch Abbas – tytułowy Pan. Ten wychudzony przez posty nauczyciel gromadzi wokół siebie owieczki – niespełnionych, zmęczonych marazmem panującym w miasteczku, młodych. Garną się do niego także ci, których nie oszczędziło życie: Tadż Osman, syn Isy zwanego Zhańbionym, przez całe dzieciństwo noszący piętno hańby ojca, kolaborującego niegdyś z Francuzami, Kada Hilal, zakochany w córce mera, Sarze, wydanej za mąż za policjanta Allala, wreszcie karzeł Zan – donosiciel i obłudnik, odrzucony przez społeczność miasta ze względu na swoje kalectwo, a także całe rzesze zwyczajnej znudzonej młodzieży, buntującej się przeciwko twardej ręce swoich ojców i starszyzny Gaszimatu.

Mohammed Moulessehoul, były wysoki oficer algierskiej armii, który przez lata ukrywał się pod literackim pseudonimem Yasmina Khadra, nie posuwa się jednak do wysunięcia banalnej tezy, że korzenie fanatyzmu tkwią w biedzie, nudzie i braku nadziei na awans społeczny. Wyjaśnienie problemu wkłada w usta Sidi Sa’ima, darzonego ogromnym szacunkiem i niemalże nabożną czcią starca: Są trzy rzeczy, których nie można powierzać głupcowi, bo to wbrew naturze. Bogactwo, bo będzie cierpiał. Władza, bo stanie się tyranem. Religia, bo zaszkodzi zarówno sobie, jak i innym. Otóż religia i bogactwo skupione w nieodpowiednich rękach, w rękach ludzi nadużywających tych atrybutów władzy w imię odnowy moralnej, prowadzą do fanatyzmu.

Szajch Abbas, niczym jakiś muzułmański guru, zbiera dusze w zamian dając nowe drogi i wprowadzając nowy model obyczajowy, wedle którego najpierw na ostracyzm, a wkrótce potem na śmierć, skazuje się niepokornych: wykształconego Dactyla, sprzeciwiającego się zniszczeniu starożytnej świątyni leżącej pod miasteczkiem; Hadżdża Maurice’a, którego ród od dziada pradziada mieszkał w Gaszimacie, a nagle fundamentaliści oskarżają go o zdradę na podstawie jego francuskich korzeni; policjanta Allala, który stał się symbolem znienawidzonej władzy, mimo tego że większość fundamentalistów z miasteczka wychowała się z nim i nie tak dawno przyjaźniła; mera miasta – za to, że był … merem. Ciekawe, że każda z tych brutalnych „egzekucji” miało drugie dno: raz chodziło o willę Maurice’a, raz o żonę Allala, Sarę, w której kochał się Kada Hilal, mianowany w pewnym momencie emirem Gaszimatu.

Centralną postacią powieści jest demoniczny i odrażający karzeł Zan, który za niesprawiedliwość, jakiej doświadczał przez całe życie ze strony mieszkańców miasta, mści się w nikczemny sposób, podburzając przeciwko sobie fundamentalistów i zwolenników dawnego porządku. Symbolizuje Diabła, który swoimi podszeptami, sprowadza zgubę na tych, którzy go posłuchają. Żeby dopełnić groteskowego wymiaru opowieści, to właśnie on w końcu triumfuje. Widzimy, że wcale nie chodziło o islam, o odnowę moralną, o walkę z niedemokratycznymi władzami, tylko o perfidną zemstę ohydnego karła. W przypowieści Yasminy Khadry tkwi pewna nauka, może banalna, ale ponadkulturowa: zanim zaufamy głosicielom nowych prawd, nowym guru, zastanówmy się, co naprawdę chcą przez to osiągnąć. Bo rzadko chodzi o zbawienie naszych dusz, częściej zaś o władzę i chciwość."
(Powyżej recenzja Izabeli Szybilskiej z portalu Arabia.pl)


Książkę przeczytałam w jeden późny wieczór i kawałek nocy. Niestety, noc to nie jest dobra pora na takie lektury, tym bardziej, że wcześniej czytałam "Spalona żywcem" Souad. Potem miałam koszmary. Za dużo okrucieństwa w jednej dawce. Teraz sięgnę po coś bardziej pogodnego, bez trupów i krwi. Jednak obie książki polecam, choć "Owieczki Pana" to książka, która nie każdemu się spodoba.


MOJA OCENA: 5/6

09:18, aga_bursztynowa , francuska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 czerwca 2008



Wydawca: Albatros
Tłumaczenie: Bronisław Zieliński
Liczba stron: 480


"Jedna z wielkich powieści XX wieku, sprzedana w ponad 20 milionach egzemplarzy, wsławiona obsypanym Oscarami filmem Francisa Forda Coppoli z genialną rolą tytułową Marlona Brando. Opowieść o honorze, nienawiści, szacunku i pogardzie, miłości i śmierci. Motto ksiażki stanowi cytat z Balzaca - "Za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia".

Don Vito Corleone jest Ojcem Chrzestnym jednej z sześciu nowojorskich Rodzin mafijnych. Tyran i szantażysta (słynne powiedzenie "mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia"), a zarazem człowiek honoru, sprawuje rządy żelazną ręką. Jego decyzje mają charakter ostateczny. Wśród swoich wrogów wzbudza respekt i strach, wśród przyjaciół - zasłużony, choć nie całkiem bezinteresowny szacunek. Kiedy odmawia uczestnictwa w nowym, intratnym interesie - handlu narkotykami - wchodzi w ostry, krwawy konflikt z Cosa Nostrą. Honor rodziny może uratować tylko Michael - najmłodszy, ukochany syn Vita, bohater wojenny. Czy okaże się godnym następcą Ojca Chrzestnego?"
(Albatros, Warszawa 2007)

Skończyłam czytać "Ojca Chrzestnego". Wrażenia: książka świetna! Dawno nie czytałam tak dobrze, ba, mistrzowsko napisanej powieści. Barwne postaci, wartka akcja trzymająca w napięciu. I najważniejsze - nieprzewidywalność, jak potoczy się akcja w następnym rozdziale.
 
Czytając książkę, zawsze zwracam uwagę na język i styl. Zdarza się, że jakaś książka jest dobra, ma interesującą treść, ale została napisana fatalnym językiem, który mnie krótko mówiąc uwiera przy czytaniu. Tutaj nic takiego nie było. Przeczytałam ją z wielką przyjemnością i śmiało mogę ją zaliczyć do dzieł literackich. Oceniłam w Biblionetce - a jakże ;) dając maksymalną ilość punktów.
Jednym słowem - "Ojciec Chrzestny" to literatura z górnej półki. Polecam gorąco!

PS. A teraz, po lekturze, chętnie obejrzałabym film - tutaj uśmiecham się do mojego Przyjaciela :)


MOJA OCENA: 6/6


23:56, aga_bursztynowa , amerykańska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko takie których nie umiemy sobie wyobrazić .

Żyj tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim .

Pamiętaj, wszystko jest możliwe! – Wczorajsze marzenia to dzisiejsza rzeczywistość :)

Nic nie zmienia rzeczywistości bardziej niż nasze marzenia.

Istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli.
11:58, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 czerwca 2008
Porażka nie oznacza, że przegrałem.
tylko że jeszcze nie odniosłem sukcesu.
Porażka nie oznacza, że nic nie zyskałem,
tylko że się czegoś nauczyłem.
Porażka nie oznacza, że jestem głupcem,
tylko że mam dość wiary, aby próbować.
Porażka nie oznacza, że mam się wstydzić,
tylko że ośmieliłem się próbować.
Porażka nie oznacza, że mam rezygnować,
tylko że muszę postępować w inny sposób.
Porażka nie oznacza, że jestem gorszy,
tylko że nie jestem doskonały.
Porażka nie oznacza, że straciłem czas,
tylko że mogę zacząć od nowa.
Porażka nie oznacza, że powinienem się poddać,
tylko że muszę bardziej się starać.
Porażka nie oznacza, że nigdy mi się nie uda,
tylko że muszę mieć więcej cierpliwości.
12:08, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 czerwca 2008

Być Saudyjką lub Jemenką? Wolę pierwszą opcję

Z dr Katarzyną Górak-Sosnowską o sytuacji kobiet w Arabii Saudyjskiej rozmawia Jan Pikula

Jan Pikula: Arabia Saudyjska to kraj pełen sprzeczności. Z jednej strony jest to jeden z najbogatszych krajów arabskich, z drugiej strony jest to kraj konserwatywny, trzymający się prawa koranicznego. Jak Pani Doktor ocenia sytuację kobiet w tym kraju na tle innych krajów islamskich?

Katarzyna Górak-Sosnowska: Wbrew obiegowym poglądom nie tak jednoznacznie źle. Z Arabią Saudyjską graniczy Jemen – jedno z najuboższych państw arabskich. Połowa ludności żyje tam na granicy ubóstwa, nie umie czytać ani pisać, co trzeci mieszkaniec nie ma stałego dostępu do czystej wody pitnej, a dwie trzecie – do urządzeń sanitarnych. Na te niedogodności narażone są przede wszystkim kobiety. Mając do wyboru – być przeciętną Saudyjką lub Jemenką – wybrałabym zdecydowanie pierwszą opcję.

— A jak wygląda kwestia wykształcenia kobiet? Wiem, że kobiety w Arabii Saudyjskiej uczą się i mogą studiować – z pewnością jednak ich nauka i późniejsza kariera wyglądają inaczej niż w Europie...

— Bardzo wiele kobiet, zwłaszcza w państwach Zatoki, podejmuje studia. Rekordzistą jest Katar, w którym na jednego studenta przypadają aż trzy studentki. W Arabii Saudyjskiej udział studiujących kobiet jest także wyższy niż udział mężczyzn (choć po części wynika to z faktu, że wielu z nich podejmuje studia za granicą). Natomiast dalsza kariera faktycznie wygląda inaczej niż w Europie – zdecydowana większość kobiet nie podejmuje bowiem pracy zawodowej. Studia stanowią więc wartość autoteliczną, a nie narzędzie służące do znalezienia odpowiedniej pracy.

— Słyszałem, że kobiety w Arabii Saudyjskiej nie mogą prowadzić samochodów – jak takie i inne ograniczenia wpływają na ich codzienne życie?

— Zakaz prowadzenia samochodu przez kobiety w Arabii Saudyjskiej urósł do jednego ze znaków rozpoznawczych tego państwa, jak i (niesłusznie) całego świata arabskiego. Obecnie jest to bardziej kwestia polityczna, która nabrała międzynarodowego charakteru. Niedawno jeszcze media podawały przykład pierwszej saudyjskiej pilotki, która może prowadzić samolot, ale nie może samochodu. Problem ten dotyka przede wszystkim kobiet uboższych – które nie mogą sobie pozwolić na wynajęcie kierowcy i muszą liczyć na męskich krewnych. To ogranicza ich mobilność i konkurencyjność na rynku pracy.

— Jak wygląda kojarzenie par – czy rodzice mają wyłączność w tej kwestii?

— Rodzina ma decydujący wpływ na zawieranie związku małżeńskiego, jednak coraz częściej młodzi ludzie starają się brać sprawy w swoje ręce. Mogą w tym celu korzystać chociażby z najnowszych zdobyczy techniki – Internetu, telefonów komórkowych. Bywa, że osoba poznana w sieci okazuje się tą wybraną. Warto dodać, że ze względu na segregację płci w szkole, w pracy, w sferze publicznej, możliwości swobodnej rozmowy z niespokrewnioną osobą płci przeciwnej są często ograniczone.

— Czy wypadki karania za cudzołóstwo są częste? Jak wyglądają kary w takich sytuacjach?

— Zdarzają się, choć trudno powiedzieć, jak często. Kara dotyka także osoby poszkodowane – np. ofiary gwałtu. W jednym z głośniejszych przypadków z zeszłego roku, kobietę skazano na 200 batów i 6 miesięcy więzienia, a jej gwałcicieli na 2-9 lat pozbawienia wolności i od 80 do 1000 batów. Jednak powodem skazania było to, że przebywała sama z obcym mężczyzną (który także został napadnięty). Dla pełniejszego obrazu warto wspomnieć, że według Koranu, karą za cudzołóstwo jest 100 batów dla cudzołożnika i cudzołożnicy, pod warunkiem, że ich czyn widziało czterech świadków.

— Jeżeli kobieta nie godzi się ze swoją sytuacją, to czy ma jakieś wyjście? Czy częste są wypadki emigracji kobiet?

— Przypadki emigracji kobiet są bardzo rzadkie – wynika to nie tylko z woli rodziny, ale także z przekonań i możliwości samej kobiety. W świecie muzułmańskim, podobnie jak w wielu kulturach pozaeuropejskich, rodzina ma kluczowe znaczenie. Jednostka (nie tylko kobieta) raczej nie zdecyduje się na jawne przeciwstawienie się jej – zbyt wiele traci. Tym niemniej kobiety znajdują sposoby na realizowanie się w patriarchalnym świecie – na przykład coraz popularniejsze jest zakładanie przez nie własnych firm.

— Czy istnieją i jaką rolę odgrywają organizacje kobiet w Arabii Saudyjskiej?

— Organizacji pozarządowych z prawdziwego zdarzenia, niezależnie od profilu, jest w Arabii Saudyjskiej niewiele – podobnie jak w wielu innych krajach arabskich. Natomiast dużą rolę odgrywają wpływowe kobiety z elity politycznej czy gospodarczej kraju. To one mogą być uważane za ikony przemian. Jedną z nich jest Lubna Al-Ulajan – najbogatsza mieszkanka świata arabskiego.

— Jak w Arabii Saudyjskiej traktowane są cudzoziemki? Czy ich sytuacja jest podobna do sytuacji kobiet miejscowych?

— Większość cudzoziemek to imigrantki, które wykonują prace fizyczne (służące, sprzątaczki), bądź stanowią personel w działach lub instytucjach dla kobiet (w banku, szpitalu, urzędzie). Ich pozycja społeczna jest zdecydowanie niższa, co wynika przede wszystkim z podziału na rodowitych mieszkańców i imigrantów i jest charakterystyczne także dla innych państw Zatoki.

— Jakie „plusy” bycia kobietą w Arabii Saudyjskiej będzie widziała przeciętna Saudyjka?

— To chyba zależy od przyjętej perspektywy. Tak samo Polka może – porównując się do Somalijki – cieszyć się z tego, że ma co jeść i gdzie mieszkać, zaś w porównaniu z Finką, narzekać, że jej płeć nie jest tak silnie reprezentowana w polityce.

— A Europejka?

— Zależy od tego, z jaką Arabią Saudyjską zetknie się ta Europejka – czy będzie to Arabia Saudyjska z ekranu telewizora, czy kraj, który odwiedziła i poznała. W drugim przypadku przynajmniej będzie miała z czego wybierać (zarówno jeżeli chodzi o plusy jak i minusy).

— Wiem, że Pani Doktor już od jakiegoś czasu zajmuje się krajami arabskimi. Czy pod wpływem współczesnych procesów modernizacyjnych następują jakieś zmiany w sytuacji kobiet w Arabii Saudyjskiej?

— Niewątpliwie zmiany następują, przy czym należy zwrócić uwagę na ich podłoże. Niektóre inicjowane są oddolnie – jak chociażby zmiany, które niesie za sobą dostęp do środków masowego przekazu i nowych technik komunikacyjnych. Tych zmian nikt nie jest w stanie zahamować – o czym świadczą saudyjskie próby kontroli Internetu. Drugi rodzaj zmian stanowi poniekąd odpowiedź na bodźce zewnętrzne – są to chociażby dyskusje na wspomniane tu tematy: prowadzenie samochodu przez kobiety czy cudzołóstwo. Do nich należy podchodzić ostrożnie, nie tylko ze względu na to, że mogą być rozwiązaniami fasadowymi, ale przede wszystkim dlatego, że zbyt duży nacisk może wywołać sytuację odwrotną.

— Dziękuję bardzo za rozmowę.

Wywiad został przeprowadzony w maju 2008 roku
poniedziałek, 07 kwietnia 2008


Wydawca: Amber

Tłumaczenie:

Liczba stron: 144


Oto historia czterech różnych miłości... Kiedyś Mohsen i jego piękna żona snuli plany na przyszłosć. Teraz Zunaira, prawniczka broniąc praw kobiet, nie może nawet wyjść na ulicę z odsłoniętą twarzą... Atik nie wie, co to radość życia. Kidyś był żołnierzem, teraz jest strażnikiem w więzieniu, gdzie przebywają skazani na śmierć. Zło, które go otacza, przenika do jego duszy, niszczy dom, małżeństwo. Musarrat, niekochana, chora żona, jest jeszcze jednym brzemieniem. Los tragicznie splata historie tych czworga ludzi i ich rozpaczliwych zmagań, by zachować ludzką twarz w nieludzkich czasach, w nieludzkim świecie, gdzie każda przyjemność jest śmiertelnym grzechem, a śmierć staje się banalna.

Cytaty:

"Można wszystko wiedzieć o życiu i o ludziach, ale co tak naprawdę wie się o sobie samym? (...) nie staraj się zbytnio komplikować sobie życia. Nigdy nie zgadniesz, co ci przyniesie. Przestań łamać sobie głowę nad niedorzecznymi pomysłami, nad pytaniami, na które nie ma odpowiedzi, skończ z bezużytecznymi rozważaniami. Nawet gdybyś potrafił dzisiaj sobie na wszystko odpowiedzieć, nie uchroni cię to przed tym, co skrywa jutro. (...) Żyć to przede wszystkim być gotowym na to, że niebo może ci spaść na głowę. Jeżeli wychodzisz z założenia, że egzystencja jest ogniową próbą, którą musisz przejść, jesteś zdolny znieść jej udręki i niespodziewane zwroty. Jeżeli uparcie oczekujesz od niej tego, czego dać ci nie może, dajesz tylko dowód, że niczego nie zrozumiałeś. Bierz rzeczy takimi, jakie są, nie rób sobie z nich dramatu ani strawy do rozmyślań. To nie ty sterujesz łodzią, ale twój los."

"Żadnej miłości nie odczuwa się równie boleśnie jak wtedy, kiedy na dworcu wymieniasz spojrzenia z kimś, czyj pociąg odjeżdża w przeciwną stronę."

"- Chyba odnalazłeś nareszcie swoją drogę, Atik, mój małżonku. Wstaje w tobie dzień. Święci i królowie mogliby pozazdrościć tego, co właśnie tobie się przydarza. Twoje serce się odradza. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Tak zresztą jest lepiej. Takie zjawisko trzeba przeżyć i nie należy go tłumaczyć. Bo nie ma się co go bać. - Co mam zrobić? - Wróć do niej. Nim otworzysz przed nią drzwi, otwórz przed nią swoje serce i pozwól mu mówić. Ona go wysłucha. I pójdzie za tobą. Weź ją za rękę i odejdźcie oboje jak najdalej, nie oglądając się za siebie. - I to ty mnie namawiasz do odejścia, Musarat? - Rzuciłabym ci się do stóp, by cię do tego przekonać. Nikt nie ma prawa marnować tego czegoś najlepszego, co się może przydarzyć ludzkiej istocie, choćby przyszło cierpieć z tego powodu do końca życia. Są to sprawy tak rzadkie, że stają się uświęcone. - Nie porzucę cię. - Nie mam co do tego wątpliwości. Ale nie w tym rzecz. Ta kobieta cię potrzebuje. Jej życie jest w twoich rękach. Odkąd ja zobaczyłeś, twoje oczy jaśnieją. Ona rozświetla twoje wnętrze. Kto inny na twoim miejscu śpiewałby z radości na całe gardło. Jeżeli ty nie śpiewasz, Atik, to tylko dlatego, że cię tego nie nauczono. Jesteś szczęśliwy, tylko o tym nie wiesz. Twoje szczęście przepełnia cię po brzegi, a ty nie umiesz się nim cieszyć. Przez całe życie tylko słuchałeś innych; swoich nauczycieli i przewodników duchowych, swoich przełożonych i swoich demonów, a ich głosy mówiły ci tylko o wojnie, o goryczy i o hańbie. Więdną ci od tego uszy i trzęsą się ręce. To dlatego boisz się dziś posłuchać swego serca, pochwycić szczęście, które nareszcie się do ciebie uśmiecha. Gdybyś żył gdzie indziej, twój wewnętrzny zamęt wzruszyłby całe miasto. Ale Kabul niewiele rozumie z tego rodzaju przeżyć. To dlatego, że je odrzucił, nic mu się nie udaje, nie doznaje ani radości, ani bólu... Atik, mój małżonku, mój mężu, jesteś błogosławiony. Posłuchaj swego serca! Tylko ono ci mówi o tobie samym, tylko ono zawiera najprawdziwszą prawdę. Jego racja jest silniejsza niż wszystkie racje świata. Zawierz mu. Niech ono prowadzi twoje kroki. A przede wszystkim się nie bój."

"To, co przychodzi, pojawia się kosztem tego, co odchodzi; taka jest natura tego świata. Nie ma nic złego w tym, że się znosi to, czemu nie można zapobiec; szczęście i zbawienie nie od nas zależą. To, co chcę powiedzieć, jest proste i bolesne, ale trzeba, byśmy oboje się z tym pogodzili. Czym jest życie i czym jest śmierć? Jedno jest warte drugiego i wzajem się znoszą."


MOJA OCENA: 5/6

Tagi: Afganistan
16:11, aga_bursztynowa , francuska
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 kwietnia 2008

16:30, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 marca 2008

- "Książka jest najmniejszym przedmiotem, który zmieścić może całe światy. Niezliczone nadzieje, zamiary, porywy, niepewności. Wziąć ją do ręki - znaczy dotknąć zmaterializowanych snów i marzeń" -

K. Wierzyński "Pamiętnik poety"

18:46, aga_bursztynowa , Literatura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 września 2007

Walizki spakowane. No prawie. W zasadzie to jedna wielka waliza. Jutro jeszcze dorzucę parę dupereli i wybywam z tego pięknego kraju. Znowu będzie przerwa w blogowym kalendarzu. Zapełni się, jak wrócę za dwa miesiące. Mal kucken, jak mówią moi niemieccy przyjaciele.

Wczoraj zrobiłam sobie nową fryzurkę i całkiem fajnie się w niej czuję. Nie ma to jak wiatr we włosach :) Oby tylko nie zaczęła mnie szybko wkurzać, bo znów zacznę je wiązać.

No to co... komu w drogę, temu czas.

21:53, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 września 2007

Czego potrzeba do szczęścia kobiecie oprócz czarnych spodni, czarnego swetra i mężczyzny?

Spokoju, ale żeby nie było nudno,
rad, ale żeby się nikt nie wtrącał,
wina, ale żeby nie było kaca,
czułości, ale żeby bez przesady,
pracy, ale żeby codziennie?
podróży, ale żeby nie samolotem,
dobrych sąsiadów, ale żeby bez chomika,
dziecka, ale żeby bez kłopotów,
no i konsekwencji, ale żeby bez konsekwencji...

Jednym słowem, jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o miłość.

PS. To nie moje, ale jakby ;)

20:49, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 września 2007
Zastanawiałam się, o czym właściwie jest ten mój blog, i nie potrafiłabym na to odpowiedzieć. Bo jest o wszystkim i niczym. Ktoś kto tu wejdzie przypadkiem i spojrzy na kilka wpisów, nie znajdzie tu żadnej logiki, nie będzie wiedział, o co chodzi. Wiem ja. Nie chcę pisać na jeden temat. Nie chcę pisać o tym, jak minął mi dzień. Nie chcę pisać o miłości. Nie chcę zamieszczać tu przepisów na ciasto. Nie chcę pisać o moich fascynacjach. Nie chcę pisać, że zgubiłam dziś parasol i zapomniałam iść spać przed północą. No więc? Więc co? Fragmenty życia. Kawałki wspomnień. Różne odbicia rzeczywistości. Rzucone różnokolorowe szkiełka, które dzięki wielokrotnym odbiciom w szkłach okularów pochylających się nad monitorami przypadkowych ludzi czytających moje słowa, tworzą różnobarwne, zmieniające się figury. Kalejdoskop.
14:30, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2007

Ostatnio dużo czytam, więc można powiedziec, że jestem kobietą czytającą. A oto znalazłam przypadkiem obraz Pabla Picassa pt. "Głowa kobiety czytającej". Ale czy tak wygląda moja głowa? ;)

PS. A Pisacca uwielbiam :)

20:13, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 września 2007

Artykuł ukazał się w "Dzienniku Bałtyckim"

Polki, żony Arabów. Miłość na wschód od Edenu

14.09.2007

W krajach arabskich, w najgorszej sytuacji są kobiety, także Polki, którym nie układa się w małżeństwie i chcą się rozwieść. Sąd zawsze przyznaje dzieci ojcu, więc kobieta, która nie chce stracić z nimi kontaktu, nie wraca do kraju, tylko stara się tu jakoś żyć. A samotnej nie jest łatwo.
****

Ewie Jaber najbardziej tu brak zieleni. Wszystko jest beżowe. Ziemia, domy, góry, nawet niebo.
Shibli Jabera poznała we Wrocławiu w latach siedemdziesiątych. Był lekarzem, operował jej siostrę. Gdy zobaczył Ewę, uprosił swą pacjentkę, by go z nią poznała. Tak się zaczęło. Zakochała się. Był przystojny i miły. Rodzice byli jednak przeciwni temu związkowi. Palestyńczyk! Islam! Bliski Wschód! Wojna! Dziecko, w co ty się pakujesz?

Gdy mama zachorowała, Shibli zajął się nią tak sedrecznie, że polubiła go i zmieniła zdanie, choć wciąż była pełna obaw. Pobrali się w Polsce.
Pani Ewa zaprosiła mnie do swojego mieszkania w Ammanie. Na ścianach obrazy przedstawiające polskie cztery pory roku. Doktor Shibli Jaber jest dziś nobliwym starszym panem, cenionym kardiochirurgiem. Częstuje nas owocami opuncji, a pani Ewa tłumaczy mi, że problemem dla Polki, która wyszła za Araba, może być rodzina męża, a szczególnie jego matka, która wtrąca się dosłownie do wszystkiego. Kobieta religijna nawet do sklepu nie może wyjść sama. Towarzyszy jej teściowa lub jakaś kuzynka. Mówimy oczywiście o rodzinach ortodoksyjnych. Ewa nie wie, czy rodzice jej męża byli ortodoksyjnymi muzułmanami, bo gdy przyjechała w 1977 roku na Bliski Wschód, już nie żyli. Zaś mąż, mimo, że formalnie jest muzułmaninem, w gruncie rzeczy jest agnostykiem.

- Boga mam w sercu, a moją modlitwą jest praca – wyjaśnia. – I pomoc ludziom cierpiącym.
Rodzeństwo Shibli’ego mieszka w Stanach Zjednoczonych i w Ramalah. Ramalah znajduje się na terytorium Autonomii Palestyńskiej, więc żeby tam pojechać doktor Jaber musiałby starać się o wizę w konsulacie izraelskim. Czy można prosić wroga o pozwolenie na wjazd do własnego kraju? Złamał swe zasady tylko raz, gdy zmarł jego brat. Wtedy pojechał na pogrzeb.

W Jordanii pani Ewie nikt niczego nie narzucał, nie chodziła do meczetu, nie zasłaniała twarzy, ale oczywiście starała się zawsze strój dostosować do okoliczności, tak by nikogo nie szokować i nie gorszyć. Nauczyła się, że do obcych mężczyzn nie należy się uśmiechać i nie powinno się na powitanie wyciągać do nich ręki. Gdy przyjeżdżały siostry męża z USA czy z Ramalah, dawała im klucze od domu i mówiła: idę do pracy, czujcie się jak u siebie.

Ewa skończyła w Polsce AWF i jest rehabilitantką. Ważne jest, że pracuje, bo kobieta pracująca ma tu zupełnie inny status. Niektórym Jordańczykom się to nie podoba, mówią, że pracująca kobieta, której miejsce jest w domu przy mężu i dzieciach, zajmuje miejsce jakiemuś bezrobotnemu mężczyźnie. Ale czy są w Ammanie bezrobotni rehabilitanci? Pracuje w szpitalu, założonym przez OWP i pomaga wysiedlonym Palestyńczykom. Ma też prywatną praktykę.
Już trzydzieści lat są po ślubie.
Dostanie życie, podróże po świecie, wykształcone w Polsce dzieci. Syn Samir jest lekarzem jak ojciec, córka Sylwia architektem. Samir żeni się niebawem, jak ojciec, z Polką. Mieszka w Irlandii. Sylwia po studiach w Polsce, przeniosła się do Niemiec. Tam poznała Amerykanina. Doktor Jaber nie jest zadowolony, że to Amerykanin. Palestyńczycy mają do Ameryki pretensję, że popiera Izrael. Sylwia ma go jednak wkrótce przywieźć do Ammanu. Samir i Sylwia formalnie są muzułmanami, bo automatycznie dziedziczą religię po ojcu, ale tak naprawdę są indyferentni religijnie.
*

W hotelu Radisson SAS w Ammanie koncert. Szopena i Czajkowskiego gra „Lewant Quartet”. W tym kwartecie są dwie Polki.
Skrzypaczka, Anna Nazzal, z domu Matuszczak przyjechała tu w roku 1992 na wakacje. Pochodzi z Bydgoszczy, studiowała w Łodzi. W Akabie na plaży poznała swojego przyszłego męża. Przystojny i czarujący chłopak, wakacje szybko minęły…
Po dwóch latach wróciła do Jordanii z koncertami.
Wtedy już wiedziała, że to może być coś poważnego. Ale decyzja nie była łatwa. Kariera Anny rozwijała się błyskotliwie, grała w Niemczach, we Włoszech, w Finlandii, miała wiele interesujących propozycji.
Przyjechał do Warszawy w 1997 roku i oświadczył się.
Osiadła tutaj, urodziła dwie córki, ale skrzypiec nie porzuciła. Pracuje w konserwatorium, gra w Ammańskiej Orkiestrze Symfonicznej.
Jest dobrze. Córki rosną, starsza ma osiem, młodsza sześć lat. Problemów religijnych nie ma, bo mąż, Palstyńczyk, jest chrześcijaninem. Problemów finansowych tym bardziej nie ma, bo rodzina męża ma sieć hoteli, a mąż zarządza hotelami w Ammanie i nad Morzem Martwym.
Rozmawia z nim po angielsku, z córkami po angielsku i po polsku.
Ale do Polski tęskni strasznie. Co najmniej dwa razy do roku przyjeżdża do kraju.
- Tu jest zupełnie inny świat – mówi. - Albo się go zaakceptuje, ale zwariuje. Ja zaakceptowałam. Z miłości do męża.
*

Teresa Qawoq, Polka z Kielc jest praktykującą muzułmanką. Włosy ma przykryte chustką.
- Ale niech pani nie myśli, że to mąż mnie nawrócił. Może to wydać się dziwne, ale to właśnie ja ożywiłam jego wiarę.
Ahmed Qawoq jest Kurdem. Studiował na kieleckiej politechnice. Wydział elektryczny. Teresa wybrała budownictwo. Katolicki ślub odbył się w Polsce i tam też urodziła się ich córka. Gdy w 1984 roku zmarli nagle oboje rodzice Teresy, zdecydowali się na wyjazd do Jordanii.
Początkowo wszystko układało się dobrze. Urodziła syna, wiele czasu poświęcała dzieciom, uczyła się arabskiego.
Choroba przyszła nagle. Rak piersi. Rokowania były złe. Wpadła w rozpacz. Zaczęła zastanawiać się nad swoim życiem, nad swoją letnią, by nie powiedzieć całkiem chłodną wiarą. I wtedy znajomy Bośniak przyniósł jej angielskie wydanie Koranu. Zaczęła czytać.
- Powoli wsiąkałam w islam. Zachwyciłam się nim po prostu. Zaczęłam się modlić. To dawało mi siły. Mąż także się modlił.
Wyzdrowiała.
- Teraz wiara dodaje nam skrzydeł. Jest sensem naszego życia. Dwa razy byłam już na pielgrzymce w Mekce. To zupełnie niezwykłe…
- Wszystkie religie pochodzą od Boga – dodaje pan Ahmed patrząc na żonę. – A że nosi chustę? Dla niej to ważne.
Syn państwa Qawoq jest lekarzem i mieszka w Łodzi.
- Niestety jest muzułmaninem niepraktykującym – wdycha matka. – Córka natomiast jest muzułmanką praktykującą. Mieszka w Niemczech, ale wyszła za za Palestyńczyka. Zrobiła doktorat z matematyki, mąż jest fizykiem nuklearnym.
*

- Jordania do niedawna była krajem bardzo tolerancyjnym – wzdycha pan Dirar Rawwash, Jordańczyk, który deklaruje się jako muzułmanin postępowy. Swą żonę Urszulę poznał kiedyś w Częstochowie. Oboje są lekarzami, ona ginekologiem, on ftyzjatrą.
– Ważne są zasady według których człowiek żyje, a nie chusty. Ale coraz więcej tych chust się widzi i coraz mniej jest tolerancji dla innych poglądów. Dla mnie ważne jest to, co człowiek wyniesie z domu. Obchodzimy święta chrześcijańskie i muzułmańakie, a obchodzilibyśmy także żydowskie, gdyby któryś z synów ożenił się z Żydówką.
Córka, także lekarka osiedliła się w Polsce i tam wyszła za mąż. Nie, nie za Polaka. Za Araba z Jemenu, którego tam poznała.
Pani Urszula dodaje, że w Jordanii, podobnie jak w innych krajach arabskich, w najgorszej sytuacji są kobiety, także Polki, którym nie układa się w małżeństwie i chcą się rozwieść. Sąd zawsze przyznaje dzieci ojcu, więc kobieta, która nie chce stracić z nimi kontaktu, nie wraca do kraju, tylko stara się tu jakoś żyć. Ale samotnej kobiecie nie jest łatwo.
*

- Czasem, gdy jestem zmęczona, gdy mi smutno - wzdycha Ewa Jaber – wsiadam w samochód i jadę nad Morze Martwe. – Tam odpoczywam.
Morze jest granatowe, dolina Jordanu zielona, a pustynia beżowa.
I tyle tu śladów biblijnych. To przecież kraina „na wschód od Edenu”, do której Kain został wygnany przez Boga. Kraina Noego i Hioba. Miejsce, gdzie leżały Sodoma i Gomora. Na skale nad morzem stoi kamienna żona Lota zamieniona w słup soli.
To tu, na górze Nebo zmarł Mojżesz. Doprowadził Izraelitów z Egiptu do Ziemi Obiecanej, ale sam już do niej – jak wiadomo – nie dotarł. Tu właśnie w 2000 roku modlił się Jan Paweł II i też, jak Mojżesz trzy tysiące lat wcześniej, patrzył w kierunku Ziemi Obiecanej, która jest tuż, tuż, za Jordanem.
A Nowy Testament? To najprawdopodobniej tutaj, nad Jordanem święty Jan ochrzcił Jezusa. I tu na pustyni spędził Jezus czterdzieści dni, tu spotkał uczniów…
To takie metafizyczne miejsce.
*

- Dzięki telewizji satelitarnej jesteśmy na bieżąco. Wiemy o wszystkim, co dzieje się w kraju – cieszą się panie. – Tylko dlaczego posłowie tak strasznie kłócą się w tym Sejmie? – pytają podczas spotkania z Bogdanem Borusewiczem, marszałkiem Senatu. – Na kogo mamy teraz głosować?

Barbara Szczepuła  
Tagi: islam
23:13, aga_bursztynowa , Wiadomości ze świata
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 września 2007

Czytam włąśnie książkę o Afganistanie. Weszłam sobie na stronę Arabii i w oczy uderzył mnie tytuł:Zamach samobójczy w Afganistanie - 22 zginęło

  


Przynajmniej 22 osoby zginęły dziś po południu, a ponad 40 zostało rannych w zamachu samobójczym w południowym Afganistanie. Ładunki wybuchowe zdetonowano w prowincji Helmand w Greszk. Liczba ofiar śmiertelnych, w tym przede wszystkim cywilów, z pewnością może wzrosnąć.

Celem zamachowca samobójcy był najprawdopodobniej jeden z przedstawicieli lokalnych władz, któremu udało się w porę uciec.


Nie mogę nic zrobić, ale mogę WIEDZIEĆ.
sobota, 08 września 2007

Trzydzieści osób zginęło, a co najmniej sześćdziesiąt zostało rannych, gdy dzisiaj w mieście Dellys we wschodniej Algierii w prowincji Boumerdes doszło do wybuchu samochodu-pułapki. Celem zamachowców były budynki marynarki wojskowej. Większość ofiar to członkowie algierskiej straży morskiej.

Dzisiejszy zamach nastąpił dwa dni po innym zamachu w Batinie, na wschód od Algieru. Wtedy zginęły 24 osoby, a 107 zostało rannych.
  

Liczba ofiar zamachu w Algierii wzrosła do 24   


Miejscowe władze ogłosiły wczoraj, że w szpitalu zmarło pięciu rannych w zamachu samobójczym w prowincji Batina w Algierii. Oznacza to, że liczba ofiar wzrosła do 24 zabitych i 102 rannych – z czego 36 już opuściło szpital.

Zamachowca samobójcę, którego celem stali się ludzie oczekujący na prezydenta Algierii Abd al-Aziza Buteflikę zidentyfikowano jako Abu Mikdada, który należał do ugrupowania działającego na początku w zachodniej Algierii a później od około trzech lat w prowincji Batina.

Do wybuchu doszło wczoraj na krótko przed planowaną wizytą prezydenta Butefliki w prowincji. Wiele krajów i organizacji potępiło zamach, a wśród nich: Liga Arabska, Unia Europejska, Francja, Hiszpania, Rosja i Japonia.



piątek, 07 września 2007
Wiem, dawno mnie tu nie było. Tak się jakoś złożyło.

Przez ostatnie dni padał deszcz. Deszcz, deszcz... przenikliwe zimno, wilgoć wciskająca się pod ubranie i przylegająca do ciała niczym druga skóra...brrrrr...nienawidzę zimna. Brałam wtedy książkę, włączałam lampę, opatulałam się kocem i przenosiłam się w inny świat...moja ucieczka przed zimnem, wilgocią, samotnością, szarością dnia, pustymi wieczorami. Ale przecież Przyjaciel dzwoni do mnie codziennie. Dobrze słyszeć jego głos. Czasem otula mnie swym głosem jak ciepłym kocem. Bywa, że jestem na niego zła, bez powodu. Buntuję się przeciw czemuś, czego zmienić nie mogę. I on o tym wie. I nic nie robi... Nieważne. Ważne że jest. Brakuje tylko tej realności...tak bardzo, że aż boli. Ale kto powiedział, że ma nie boleć? Staram się o tym nie myśleć. Oprócz miłości do książek zapałałam ostatnio miłością do francuskiego. To stara miłość, która co jakiś czas powraca do mnie od lat. Do tej pory była bez wzajemności. Może tym razem mi się uda? Zawsze warto próbować.
22:27, aga_bursztynowa , Mozaika
Link Dodaj komentarz »
| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
Zakładki:
OBECNIE CZYTAM
Ja w BiblioNETce
PRZECZYTAŁAM
KSIĄŻKOWE BLOGI
O książkach dla dzieci
Księgarnie w necie
STRONY O KSIĄŻKACH
WYDAWNICTWA
WYZWANIA CZYTELNICZE
Zaglądam też (nie o książkach)
Bliżej Francji
Ciekawy świat
-KONTAKT ZE MNĄ:
Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa ------------------------- TRANSLATE - SELECT LANGUAGE