Książka - nierozdzielny towarzysz, przyjaciel bez interesu, domownik bez naprzykrzania - Ignacy Krasicki
Blog > Komentarze do wpisu

Dom na Zanzibarze - Dorota Katende




Wydawca: Wydawnictwo Otwarte, 2009
Tłumaczenie: -
Liczba stron: 286


Deszczowa jesień, początek lat dziewięćdziesiątych. Dorota, oczarowana "Pożegnaniem z Afryką", marzy o podróży na Czarny Ląd, o bezkresnych sawannach i palącym słońcu. Ale przecież dzieci, praca, brak pieniędzy... Jednak kiedy znajduje ofertę wyjazdu na safari, przestaje szukać wymówek. W Kenii, kraju Masajów i dzikich zwierząt, odkrywa, że Afryka jest jej przeznaczeniem - że ma ją w duszy i w sercu, że jest odpowiedzią na dręczące ją wątpliwości i niespełnione nadzieje.

"Dom na Zanzibarze" to prawdziwa historia Polki, która mimo przeciwności losu zbudowała dom na rajskiej wyspie i ułożyła swoje życie na nowo. Opowieść kobiety, która po długich poszukiwaniach znalazła swoje miejsce na ziemi i... miłość.

Dorota Katende to otwarta na ludzi i świat, tryskająca energią osoba. Pełna szalonych pomysłów, które realizuje, bo... twardo stąpa po ziemi. Osiągnęła coś, o czym marzy wielu - wybrała się w egzotyczną podróż, która odmieniła jej życie. Po powrocie z Afryki założyła biuro podróży organizujące wyjazdy na kolonialne safari. Od tej chwili praca jest jej pasją. Dorota ma trójkę dzieci, męża, z którym nurkuje w Oceanie Indyjskim, i dwa domy - w Polsce i na Zanzibarze.

[Wydawnictwo Otwarte, 2009]


Ładnie wydana książka. Kolorowa, przyciągająca oko okładka, w środku kilka barwnych fotografii, kartki specjalnie postarzałe aby wyglądały na stary pamiętnik. Słowem - zachęcająco. Treść - no cóż, niby ma wszystko co potrzeba, ciekawy temat, barwna egzotyka, która potrafi kusić, ale... Temat sam w sobie ma ogromny potencjał, a wydaje mi się, że autorka nie do końca go wykorzystała. Czytając "Dom na Zanzibarze" widzę przed oczyma ocean, ale nie słyszę szumu fal. Widzę Zanzibarczyków, ale nie słyszę gwaru ich rozmów. Suche fakty przytaczane bez emocji. Wiecie o czym mówię? Posłuchajcie:

"Gdy dotarliśmy do celu, czyli do wioski Jambiani, bajeczny pejzaż zaparł mi dech w piersiach. Turkusowy ocean, biały piasek, malutkie , niebieskie i białe chatki hotelowych bungalowów nad samym brzegiem oceanu, na plaży wielkie łoża przed każdą chatą. Trzcinowe parasole i, oczywiście, palmy. A to wszystko spowite odurzającą feerią zapachów z dominującą nutą kokosu.
Na powitanie dostaliśmy sok kokosowy, słodki i chłodny. Pracownicy hotelu byli gościnni i usłużni, ale nikt się nie narzucał. Ja i turyści czuliśmy się swobodnie.
Wieczorem poszliśmy na plażę na kolację. Zajął się nami gospodarz hotelu, Rashid. Polecał kilka smakowitych dań z owoców morza. Zamówiliśmy wszystko, co było w karcie. (...) Po posiłku położyliśmy się  na łóżkach przed chatami. Wieczór był ciepły. Postanowiłam spać na zewnątrz. Noc była piękna. Nigdy nie widziałam tylu gwiazd, tuż nad głową.(...)" [1]

Autorka może i nie ma talentu pisarskiego, ale nie można powiedzieć, że nie ma odwagi. Dorota Katende jawi mi się jako kobieta niezwykle odważna, nie bojąca się  realizować własnych pragnień. Większość z nas marzy o dalekich podróżach, o domu pod palmami, rajskiej egzotyce. Ale praca, dom, dzieci, codzienna bieganina... Którą z nas byłoby stać na to, na co odważyła się autorka? I za to przesłanie, aby nie bać się spełniać swoich marzeń, daję jej dużego plusa. Reszta - przeciętna, niestety.


[1] Dorota Katende, Dom na Zanzibarze, Wydawnictwo Otwarte Kraków 2009, s. 114


MOJA OCENA: +3/6


poniedziałek, 24 maja 2010, aga_bursztynowa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
izusr
2010/05/25 09:05:19
No tak, niezbyt pochlebne recenzje zbiera ta książką, więc cieszę się, że oparłam się pokusie i jej nie kupiłam, ale mimo to nadal chcę ją przeczytać ;)
-
Gość: Anna, *.icpnet.pl
2010/12/12 21:06:55

Wakacje tam to bylby prawdziwy koszmar. Maly brudny domek. Pierwszego dnia włascicielka wcale nie pojawila sie, nie bylo przywitania, slowa wyjasnienia, nic, tylko zagubiony miejscowy, ktory pilnowal domostwa. Na kolacje dostalismy owoce, ktore kupilismy sami, choc pobyt byl oplacony razem z wyzywieniem, owoce kupilismy w miejscu do ktorego po drodze z lotniska niby przypadkiem zawiozl nas kierowca zalatwiony przez Pania Dorote. Pozniej okazalo sie, ze byly to najdrozsze owoce kupione podczas miesiecznego pobytu na Zanzibarze. Na wyspie nie bylo pradu, wiec nie bylo rowniez wody, co jest tam ponoc dosc czestym zjawiskiem. Dom jednak nie jest jednak przygotowany na taka okolicznosc. Nie ma swojego generatora, wiec pozostaja egipskie ciemnosci brak wody i zapchana momentalnie toaleta. Na szczescie ucieklismy do normalnego hotelu i pobyt na Zanzibarze uwazam za udany, jednak niesmak po "polskim" akcencie pozostal. Jak sie pozniej okazało, dom Pani Doroty znany jest z tej wlasnie strony praktycznie we wszystkich pobliskich hotelach, do ktorych czesto trafiaja rozczarowani i tak samo zaskoczeni klienci jak my. Nikomu nie polecam.
Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa ------------------------- TRANSLATE - SELECT LANGUAGE