Książka - nierozdzielny towarzysz, przyjaciel bez interesu, domownik bez naprzykrzania - Ignacy Krasicki
Blog > Komentarze do wpisu

Kradnąc konie - Per Petterson




Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Liczba stron: 284


"Marzył, by zamieszkać na pustkowiu. Jako blisko siedemdziesięcioletni wdowiec przeprowadza się do starego domostwa na skraju lasu. Życie w zgodzie z rytmem natury i samotność pozwalają mu wreszcie osiągnąć spokój. Stan ten trwa do czasu, gdy poznaje swojego jedynego sąsiada. Za sprawą tego spotkania powraca pamięcią do wakacji 1948 roku - do wydarzeń, które nauczyły go wiele o przyjaźni, pożądaniu, winie i zdradzie. I na zawsze zmieniły jego los.
"Kradnąc konie" to powieść o mijających niepostrzeżenie etapach naszego życia. Pettersonowi udało się znakomicie oddać przeczucie kruchości istnienia oraz pełne napięcia oczekiwanie na chwilę, kiedy to przeczucie się urzeczywistni."


To książka dla szukających spokoju i wyciszenia. Nie ma w niej wartkiej akcji. Narratorem jest sześćdziesięciosiedmioletni Trond, który trzy lata po śmierci żony właśnie zamieszkał w niewielkim domku nad jeziorem, daleko na wschodzie Norwegii.

Jest początek listopada, pada śnieg. Niedługo skończy się to tysiąclecie. Trond codziennie wstaje przed świtem, wychodzi z psem Lyrą na spacer, pali w piecu, pije kawę przy kuchennym stole, obserwuje ptaki przez szybę. Jest samotnikiem: "Przez całe życie tęskniłem za samotnością w takim miejscu jak to. Nawet gdy było najpiękniej, co wcale nie zdarzało się rzadko (...) A teraz mieszkam tu i jest prawie dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem". Przypadkowe spotkanie z sąsiadem przywołuje w nim wspomnienia z lata 1948 roku.

Książkę czyta się łatwo, może nawet zbyt łatwo. Wspomnienia Tronda przeplatają się z jego rzeczywistym życiem. Lato z zimą. Młodość ze starością. Przyjaźń z samotnością.

Kiedyś w młodzieńczych latach, kradnąc z przyjacielem konie, nie udało mu się schwycić wierzchowca, który pognał galopem pozostawiając za sobą tylko unoszący się w powietrzu pył. Czytając tę powieść miałam wrażenie, jakbym przez ten pył patrzyła na jej bohaterów, tak jakby byli rozmyci w przestrzeni. Podobał mi się jednak styl Pettersona. Jego "oszczędna, zaskakująca proza odbiera dech w piersiach jak silne uderzenie mroźnego wiatru" (Daily Express).

"Kradnąc konie" nie pozostawia po przeczytaniu szczególnie silnych wrażeń, a jednak w trakcie czytania wycisza, chłodzi, pozwala płynąć czasowi swoim niespiesznym rytmem. Dobra na listopadowy wieczór przy filiżance ciepłej herbaty.


MOJA OCENA: +4/6

wtorek, 10 listopada 2009, aga_bursztynowa
Tagi: Norwegia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/11/10 21:50:28
Wow, jak ślicznie napisałaś! Cieszę się bardzo, bo mój egzemplarz biblioteczny czeka na przeczytanie, a opinie o "Kradnąc konie" są skrajnie różnie. Twoja zachęciła mnie bardzo, zwłaszcza drugi akapit, ten z cytatem i opisem samotniczych rytuałów. Właśnie siedzę i tęsknię za takim stanem rzeczy, za prostotą i monotonią - myślę, że to lektura w sam raz dla mnie. :) Serdeczności.
-
awita22
2009/11/10 22:45:05
Tak, masz rację, brakowało mi tego słowa - ta książka wycisza, spokojnie przez nią "płynęłam", delektując się słowami, nie goniłam za tym co dalej.
-
zosik
2009/11/13 10:48:24
Ja z kolei należę do frakcji, którą Per Petterson setnie wynudził ;-)
Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa ------------------------- TRANSLATE - SELECT LANGUAGE